Szukaj
  • Paweł Kobylewski

LANUGO Joanny Stryjeckiej, czyli dziecko w podroży

Przystępując do lektury tomiku wierszy „Lanugo” zastanawiałem się, sprawdziwszy uprzednio znaczenie tajemniczego terminu, czy autorka wierszy poprzestanie jedynie na owych włoskach płodowych, czy pokaże nam coś więcej, to znaczy mięso, krew, kości etc. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że w „Lanugo” Stryjeckiej, znaleźć możemy nie tylko meszek płodowy, ale przede wszystkim temat podróży, który jak dla mnie, stanowi motyw przewodni dwóch części, na jakie została podzielona ta książka poetycka. Zastanawiało mnie również, w jakiej stylistyce poetyckiej będzie osadzone „Lanugo”, czy będzie ono maksymalnie zanurzone w języku, czy raczej będzie poezją spod znaku konwencji. Jak się okazało mamy tutaj do czynienia z konceptem rozmytym, tzn. otrzymujemy serię obrazów, myśli i odczuć niezbędnych do rozeznania się w sytuacji wiersza. Ponadto, w każdym z wierszy istnieje cienka nić przewodnia, który prowadzi nas do wnętrza poetyckiego labiryntu. Być może ta cienka nić, nitka, sznurek pojawia się również na okładce tomiku?! Poszukując znaczenia terminu „lanugo” natrafiłem również na wiersz pani Joanny Mueller o tym samym tytule (zainteresowanych odsyłam tutaj: https://www.dwutygodnik.com/artykul/1255-wiersz.html). W autorskim komentarzu do tego wiersza Joanna Mueller stwierdza, iż jej wiersz składa się z dwóch istotnych warstw. Pierwsza jest konkretna, wyraźna – niczym matka, która za chwilę ma urodzić, druga jest niewiadoma, rozmyta – niczym płód, który dopiero się wykształca. I chociaż poezja pani Mueller przynależy do zupełnie innego świata poetyckiego (zwanego np. lingwizmem warszawskim, J. Klejnocki „Samplujący didżeje”, STUDIUM, Kraków 2003), to jednak warto zwrócić uwagę na wspomnianą wyżej dwoistość, która obecna jest także w „Lanugo” Stryjeckiej.

Książka „Lanugo” została podzielona na dwie części: Część I. Bagaż podręczny, część II. Lanugo. Jak już wspomniałem na wstępie, tym co łączy obydwie części jest temat podróży. W pierwszej części mamy do czynienia z podróżą fizyczną, która rozpoczyna się gdzieś na Górnym Śląsku (Katowice, Bytom), czyli miejscu z którego pochodzi autorka tychże wierszy. A zatem, punktem wyjścia wierszy jest miejsce urodzenia lub miejsce pierwotne, z którym podmiot liryczny się żegna, doznając przy tym swoistego katharsis (wiersz „Bytom 2013. Vilanella”). Bohater/bohaterka bierze jeszcze ze sobą bagaż podręczny, czyli to co ważne, to co ma znaczenie i wyrusza w świat. W końcówce wiersza „Podręczny”, przeczytać możemy, że „pierwsze pakowanie i tracenie: cenne” – co przywołuje na myśl wiersz Bishop „One art”. Rozważając część I. tomiku „Lanugo” należy również wspomnieć o temacie, który pojawia się na początku i końcu tej części, to jest o samobójstwie, czyli o wyborze pomiędzy życiem a śmiercią. Pomimo, iż w wierszu „Katowice 2013. S wchodzi na wiadukt” podmiot liryczny zazdrości samobójcy, to jednak ostatecznie wybiera bycie („J wchodzi na most), lub też dokonuje skoku w istnienie. I chociaż bohater może liczyć na dosyć niepewne i nietrwałe znaki: „płatki śniegu układają się w mapę. Potem topnieją”, musi mu to jednak wystarczyć w dalszej podróży. A jest ona niezwykle egzotyczna. Razem z bohaterką przemierzamy takie zakątki świata jak: Gruzja, Indie, Jordania, Izrael, Kambodża, Tajlandia, Bośnia i Hercegowina, Islandia. Oprócz miejsc geograficznych ważniejsze wydaje się jednak to, co wydarza się podczas podróży, albo to czego jeszcze nie ma, a do czego się zmierza. I tak przykładowo: jeszcze „nie istnieje nasz dom” (wiersz „Supra”), chociaż jest Miłość w świątyni Taj Mahal. Na horyzoncie pojawia się też towarzysz podróży – być może jest to tajemniczy Szachista? Od teraz JA przechodzi w MY (wiersz „Petra”). Od teraz ONI odkrywają pomiędzy, wchodzą w stajenkę, zawracają i szukają innego, omijają rzeki, wspinają się po schodach, oglądają szkody, by w końcu zacząć szukać zorzy. Ostatecznie dokonuje się przełom i pojawia się nadzieja (wiersz „Aurora borealis”), a także podmiot wierszy odkrywa i uświadamia sobie, że sam jest domem dla innego („Piosenka o oceanie”). Tutaj kończy się część I. czyli bagaż podręczny, po czym następuje cześć II. Przyznam szczerze, że po przeczytaniu pierwszej części „Lanugo” czułem, i czuję pewien niedosyt, i zastanawiam się czy pani Stryjecka, ma może jeszcze gdzieś poukrywane inne wiersze z tych egzotycznych podróży?!

Przechodząc do części drugiej, chciałbym zacząć od sprzeciwu. Otóż pozwolę sobie nie zgodzić się z panem Jackiem Bierutem, autorem Posłowia do „Lanugo, którego zdaniem druga część tej książki jest jeszcze bardziej poruszająca. Zanim uzasadnię swój opór, chciałbym jasno i wyraźnie stwierdzić, iż mnie po prostu, najzwyczajniej w świecie ta część nie porusza, a przynajmniej nie cała. Być może brak mi jakiegoś kobiecego pierwiastka, a może moja wrażliwość jest zanadto przytępiona? Doprawdy nie wiem.

Nie wiem też, czy rzeczywiście cała książka ma konstrukcję lustrzaną, jak twierdzi pan Bierut. Owszem można wskazać w książce takie momenty, które uzasadniały by tę tezę. Jeśli o mnie chodzi, to widzę tu bardziej konstrukcję linearną. Punktem wyjścia jest podmiot, który opuszcza miejsce rodzinne, pierwotne, wyrusza w podróż z bagażem podręcznym, po drodze spotykając towarzysza podróży, i razem z nim przemierza świat w poszukiwaniu swojego miejsca, domu. W dalszej części podróżnicy, stają się rodzicami. Ona – matka, staje się domem dla swojego dziecka, on będzie stawać się ojcem.

Zanim uzasadnię swój opór wobec drugiej części „Lanugo”, chciałbym zwrócić uwagę na cztery, następujące po sobie, wiersze, tj. „Ciemieniucha”, „Sprawdzam czy oddychasz”, „Na końcu świata śmierc”, „Gniazda”. Są to wiersze o których trudno jest pisać, to znaczy, że dzieje się w nich coś, co odbiera mi mowę. Są to wiersze, jakże odmienne od pozostałych wierszy w tej części, jak i w części pierwszej. Cóż można napisać kiedy czyta się takie oto wersy: „Zasypiasz na moim brzuchu,/kontrolnie wbijając paznokcie w pierś./Gładź, no gładź”.

A jednak napisać coś trzeba. Po pierwsze, wspomniane przeze mnie wiersze, wydają się być dużo bardziej oszczędne w środkach od pozostałych, dużo bardziej ascetyczne – liczba wersów waha się od 6 do 10. Są to wiersze, które stanowią zapis intymnej relacji pomiędzy matką a dzieckiem: „wyczesuję z ciebie zbędny naskórek i lęk”, „twoja klatka ma szerokość dłoni,/miękko podnosi się i opada”, „patrzysz, lekko podnosisz kąciki ust”. Są to wiersze w których nie ma egzotycznie brzmiących nazw, niesamowitych zwrotów akcji, nadmiernej egzaltacji. Jest za to dużo intymności i ciszy oraz napięcie, ukryte czasem w kilku słowach, obrazach, np.: „Łuna na twojej twarzy/jak tam, gdzie truchła zwierząt i swąd”, albo „Na końcu świata pożoga./Jesteś spokojna”, a także bardzo proste i genialne „nasza córka ze światła i pyłu”. To są rzeczy, które mnie poruszają w drugiej części „Lanugo”. Tyle, i aż tyle.

I może na tym poprzestanę. Bez dalszego opisywania swojego oporu. A jeśli ktoś nie wierzy mi na słowo, to zachęcam, abyście sami sprawdzili co Was porusza w „Lanugo”, a co nie.


52 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie